Krajobraz po luzowaniu

 

AK_zdjęcie

ANNA KOCJAN – Menedżer Projektu, Specjalista ds. Relacji Inwestorskich DSA Financial Group S.A.

Mija właśnie pierwszy tydzień, odkąd pełną parą ruszyła realizacja programu luzowania ilościowego prowadzonego przez EBC. Zmiany więc na rynkach walutowych z całą pewnością stały w centrum uwagi.
Najbardziej widoczną reakcją na dodruk pieniądza w strefie euro był silny spadek wartości waluty w większości par walutowych, szczególnie w stosunku do dolara amerykańskiego. 12 marca w godzinach porannych 1 EUR kosztowało jedynie 1,0502 USD. Warto podkreślić, że tak niskie notowania pary EUR/USD miały miejsce ostatnio na początku wieku. Coraz częściej mówi się, że możliwe jest zrównanie wartości obydwu walut.
Sytuacji takiej sprzyja nie tylko osłabienie euro, ale też nieprzerwane umacnianie dolara amerykańskiego, który w stosunku do innych światowych walut umocnił się do poziomów najwyższych od kilku lat, dla przykładu: wobec dolara australijskiego – od 2008, wobec dolara kanadyjskiego – od stycznia 2009, wobec funta brytyjskiego – od 2010, wobec jena od 2007 roku. Dolar umacnia się z dwóch powodów – dobrych danych z amerykańskiej gospodarki oraz powszechnych oczekiwań rynku, że w połowie roku Rezerwa Federalna zacznie podnosić stopy procentowe, co spowoduje dalszy wzrost atrakcyjności amerykańskiej waluty.
Dolar umacnia się także wobec złotego. W rekordowym punkcie (13 marca) za dolara trzeba było zapłacić  już prawie 3,94 złotego. Zdaniem ekonomistów najważniejszym efektem umocnienia dolara może być wyhamowanie spadku cen, ponieważ to właśnie w dolarach rozliczane są głównie zakupy nośników energii, a wzrost wartości dolara połączony ze wzrostem ich cen będzie przyspieszał proces likwidacji presji deflacyjnej. Dla polskiej gospodarki istotniejszą jest jednak relacja złotego do euro, gdyż ponad połowa zagranicznej sprzedaży polskich firm trafia bezpośrednio do unii walutowej, a na kraje Unii przypada ponad trzy czwarte polskiego eksportu. Umocnienie więc naszej waluty wobec euro, gdyby potrwało dłużej, miałoby niekorzystny wpływ na konkurencyjność naszych towarów na zachodnioeuropejskim rynku. Do utraty opłacalności naszego eksportu jest jednak daleko – jak wynika z badań Narodowego Banku Polskiego, taki próg znajduje się obecnie w okolicach 3,8 zł za euro (aktualnie za euro trzeba zapłacić 4,15 zł).
Słabe euro wraz z dobrymi danymi ze strefy euro oraz rekordowo niską rentownością obligacji (roczna rentowność niemieckich obligacji 10-letnich spadła już do 0,2%) wspierają europejskie giełdy, które w kończącym się tygodniu osiągnęły nowe szczyty: DAX – 11845,90 punktów (historyczne maksimum), CAC – 5003,58 (ostatni raz na takim poziomie w 2007 roku), FTSE – 17357,35 (historyczne maksimum osiągnięte 6 marca). Silny dolar z kolei przyczynił się do nieznacznej korekty na S&P500, który z historycznego szczytu na poziomie 2119,59 spadł w ciągu kilku dni o 2,5%.
Poza luzowaniem ilościowym instytucje europejskie podjęły także inne kroki w celu stymulacji rozwoju gospodarczego – m.in. osiągnięto porozumienie w sprawie utworzenia Europejskiego Funduszu na rzecz Inwestycji Strategicznych. To kluczowy element planu szefa Komisji Jean Claude’a Junckera, który ma umożliwić pobudzenie inwestycji w Europie o wartości ponad 300 miliardów euro. Nowy instrument ma ruszyć w połowie tego roku.

Previous Post
Newer Post